Ola i Kuba - Sesja Narzeczeńska Wrocław

Są ludzie, którzy potrzebują sporo czasu, żeby oswoić się z obiektywem – co jest oczywiście naturalnym zjawiskiem.Jednak  Ola i Kuba nie należą do tej grupy ludzi. Wpadli na sesję z ogromnym luzem, masą energii i gotowością na wszystko. Dzięki temu bardzo szybko przestałem być fotografem, a stałem się po prostu obserwatorem ich świata.

Zaczęliśmy w ich mieszkaniu, gdzie od samego początku całe zamieszanie kontrolowała Figa, ich czworonożna asystentka. Co chwilę pojawiała się w kadrze, bo : Halo! ja tu jestem gwiazdą w tym domu! I całe szczęście, bo właśnie takie nieprzewidziane momenty najczęściej kończą się najlepszymi zdjęciami.

Niestety kolejny raz nie przyjechałem z listą póz ani pomysłów do odtworzenia 😉 . Wolę obserwować niż ustawiać. Na sesji oczywiście, że trzeba coś zaaranżować, rzucić absurdalny pomysł, aby pomiędzy scenami wydarzyło się coś zupełnie naturalnego. Najciekawsze kadry zwykle powstają właśnie wtedy, kiedy nikt już nie myśli o zdjęciach.

Później zmieniliśmy otoczenie na bardziej surowe i industrialne. Miejsce było inne, ale atmosfera pozostała taka sama. Wygłupy miksowane się z czułymi gestami, śmiechem i chwilami ciszy. Ola i Kuba byli po prostu sobą. Bez odgrywania romantycznych scen i bez udawania epickiej miłości wszechczasów na obrazkach.

Tak właśnie rozumiem sesję narzeczeńską. Nie jako pokaz idealnych póz, ale spotkanie, podczas którego powstają zdjęcia opowiadające o ludziach. O ich charakterze, emocjach i relacji. To coś znacznie więcej niż ładne kadry.

Jeżeli zdecydujecie się na taką sesję, zróbcie ją dla siebie. Nie po to, żeby przećwiczyć ślub, ale żeby zatrzymać kawałek codzienności. Bo kiedy odpuścicie kontrolę i pozwolicie sobie być sobą, zdjęcia zrobią się niemal same.


Wesele | Hotel Maria Antonina Zagórze Śląskie | Magda i Mateusz

Ludzie często próbują  zamknąć reportaż ślubny w jakiejś checkliście. Przygotowania, ceremonia, pierwszy taniec, tort, parkiet. Wszystko „ma być”. Tylko, że to tak nie działa. To, że dzień ma podobny przebieg, nie znaczy, że zdjęcia będą podobne. Bo tu nie chodzi o punkty programu, tylko o to, kto stoi za aparatem. Oczywiście są artyści na rynku, którzy realizują fotografię ślubną wg wypracowanego schematu i nie ma przestrzeni na spontaniczność bo te sprawdzone kadry trzeba wypracować przez obie strony. 

Na ślubie Magdy i Mateusza udało się przeprowadzić fascynujący (dla mnie :)) eksperyment. Pracowałem równolegle z ekipą foto-video – wspaniali ludzie o zupełnie innym spojrzeniu na ślub. Ten sam dzień, te same momenty, często dosłownie obok siebie. A mimo to finalnie powstały dwa różne reportaże.

Każdy z nas patrzy inaczej. Wybiera inne sytuacje, inaczej reaguje, inaczej buduje kadr. Jednego interesuje szeroki plan i kontekst, drugi wchodzi bliżej i szuka detali. Ktoś fotografuje główną akcję, ktoś inny skupia się na tym, co dzieje się obok. I nagle okazuje się, że z jednego wydarzenia można opowiedzieć dwie różne historie.

Tu działo się sporo. Dużo ludzi, dużo ruchu, sporo atrakcji. Nie da się być wszędzie, więc trzeba wybierać.  I właśnie te wybory robią cały reportaż.

Mój materiał to moja wersja tego dnia. Drugi fotograf zrobił to po swojemu, wg własnego stylu. I to jest w tym najciekawsze. Bo reportaż ślubny to nie jest zestaw ujęć do odhaczenia, tylko interpretacja. Nawet jeśli wszystko dzieje się dokładnie tak samo.


Wesele bez hucznych tańców i zabawy do rana - czy to się uda? Czy wypada? Pałac Brunów - Historia Izy i Mateusza

Każdy ślub ma swój własny rytm. Jedne pulsują energią parkietu, inne płyną spokojnie jak letni wieczór. Najważniejsze jest to, byście czuli, że ten dzień naprawdę należy do Was. Ślub Izy i Mateusza to piękny przykład, że można zrobić wszystko po swojemu i stworzyć atmosferę, która pasuje do tego co w duszy gra, a nie do schematów.

Przygotowania przebiegły w wyjątkowo spokojnym rytmie. Bez napięcia, nerwów i pośpiechu, naturalny, swobodny początek dnia – dokładnie taki, jakiego potrzebowali.

Kościelna ceremonia była poruszająca, pełna skupienia i podniosłych chwil, lubię bardzo kościelne śluby. A potem przyszła część, którą zapamiętam na długo. Wesele bez tańców, rozgrzanego parkietu, bez DJ-a i głośnych przebojów. Zamiast tego dziewczyny z Fabryki Urodzin stworzyły pełne humoru i kreatywności show, które połączyło wszystkich gości. Dorośli bawili się jak dzieci, a cały wieczór płynął naturalnie, jak spotkanie ludzi, którzy naprawdę lubią być razem.

Ten dzień pokazał, że ślub może wyglądać dokładnie tak, jak chcecie. Nie trzeba tańców, jeśli nie czujecie ich w sercu. Najważniejsze, by zrobić to po swojemu. Iza i Mateusz zrobili to pięknie, a ich odwaga w realizowaniu marzeń stworzyła atmosferę, którą wszyscy zapamiętają. Jeśli nosicie w sobie wizję „innego” ślubu – warto za nią pójść. Wasz dzień może być taki, jak sobie wymarzycie.


Weronika i Łukasz - Sesja Narzeczeńska

Z Weroniką i Łukaszem spotkaliśmy się bez wielkiego planu, bez wachlarza pozycji do odhaczenia. Miałem tylko jedno założenie – żeby fotografie opowiadały o nich. Nie o ładnych pozach, nie o „romantycznych kadrach z Pinteresta”. Chciałem pokazać ich energię, to, kim są razem – bez filtrów i szablonu.

Zaczęliśmy w ich mieszkaniu – do dyspozycji mieliśmy niewielki pokój, może dwanaście metrów i wymyślaliśmy na bieżąco różne rzeczy, czasem dziwne i głupie ale dzięki temu powstały zdjęcia takie z pomiędzy tych pomysłów. Następnie zmieniliśmy klimat na nieco bardziej industrialne otoczenie. Trochę śmiechu, trochę czułości. Dokładnie tak, jak lubię. Nie szukam idealnych póz. Szukam ludzi – ich osobowości, temperamentu, tego małego “czegoś”, co sprawia, że zdjęcia są o nich, a nie “jakieś ładne zdjęcia pary”. I właśnie dlatego warto robić sesję narzeczeńską – ale tylko wtedy, gdy oboje tego chcecie. Kiedy macie ochotę się trochę otworzyć i zaangażować. Nie dla „ćwiczenia przed ślubem”, tylko dla siebie. Bo jeśli podejdziecie do tego z luzem, to oprócz fajnych zdjęć zostanie wam po prostu dobre wspomnienie.


Kameralny ślub na pergoli we Wrocławiu

Marysia + Paweł = listopadowy mikro(mega)ślub we Wrocławiu

To był jeden z tych ślubów, gdzie wszystko dzieje się spokojnie, bez presji, bez napiętego harmonogramu i miliona atrakcji. Po prostu dwoje ludzi, którzy chcą być razem — i parę najbliższych osób, które chcą być z nimi w tym momencie.Dzień zaczęliśmy w Art Hotelu.  Nikt się nie spieszył, nikt nie patrzył nerwowo na zegarek. I to było fajne — bo pozwalało naprawdę poczuć klimat dnia. Ceremonia odbyła się na Pergoli przy Hali Stulecia. Listopad zrobił swoje — chłód, szare niebo, lekki wiatr. Paweł trzymał Marysie za rękę i było wiadomo, że to wystarczy. Atmosfera była ciepła, mimo że temperatura nie wskazywała na to.Ślub był krótki, treściwy, bez zbędnych przemówień. Wszyscy byli blisko – dosłownie i emocjonalnie. Po przysiędze kilka przytulasów, trochę śmiechu, zdjęcie grupowe i jazda melexem w miasto. Po zachodzie słońca  wyskoczyliśmy jeszcze na krótki spacer po rynku. Spontan, bez ustawiania i sztucznego pozowania– po prostu Marysia i Paweł idący razem przez wieczorny Wrocław.

Takie śluby mają swój niepowtarzalny urok – bez sztucznej napinki, a pełne prawdziwości. W końcu nie trzeba nic udawać, wystarczy być sobą. I właśnie to udało się uchwycić tamtego dnia.


Dom Krawca | Mały Fiat i wielkie uczucie – historia ślubna Izy i Pawła

Naturalnie, bez pośpiechu, z sercem – ślub Izy i Pawła

Są śluby, na których czuć, że wszystko dzieje się dokładnie tak, jak powinno – bez nerwów, bez zbędnego napięcia, tylko czysta radość i luz. Dokładnie taki był dzień Izy i Pawła.

Przygotowania? Spokojne, bez pośpiechu, w pięknym miejscu – Dom Krawca, otoczony zielenią i klimatem idealnym na start tak ważnego dnia. Zero stresu, dużo uśmiechów i ciepłej atmosfery, wśród przyjaciół. W powietrzu unosiło się coś znajomego – ta wyjątkowa mieszanka spokoju, ciepła i autentyczności.

Ślub odbył się w urokliwym drewnianym kościele, a kiedy para młoda wychodziła, natura postanowiła dorzucić do scenariusza mały twist – na chwilę lunęło jak z cebra! Chwilę później niebo się rozjaśniło, a Iza i Paweł wsiadali do swojego uroczego fiata 500, który dodał całości klasycznego uroku.

Na weselu nie zabrakło wzruszeń, ale i dobrej zabawy. Po pierwszym tańcu udało nam się złapać kilka ujęć w złotym świetle zachodu słońca – ten moment, kiedy światło jest idealne, a para czuje się po prostu sobą. Potem już tylko tańce, rozmowy na zewnątrz, śmiechy i swobodna, ciepła atmosfera. Wszystko miało tu swój rytm i naturalność – jakby ten dzień został złożony z samych idealnie dobranych składników.

I właśnie takie reportaże lubię najbardziej!


Słoneczny ślub w Pałacu Staniszów

Karolina i Chris – ślub pełen słońca i niespodzianek

Sierpień, słońce i niezwykle klimatyczny pałac  – idealna sceneria na ślub! Karolina i Chris powiedzieli sobie „tak” w malutkim kościółku. Były łzy wzruszenia, mnóstwo uśmiechów i ten szczególny klimat, który sprawia, że każdy czuje się częścią tego wyjątkowego dnia. 

Po ceremonii wszyscy przenieśli się do Pałacu Staniszów. To miejsce zachwyca na każdym kroku – piękne wnętrza i malownicze tereny stworzyły idealne tło do zdjęć. Już wcześniej miałem okazję pracować w tym miejscu, ale za każdym razem staram się spojrzeć na nie inaczej, odkrywając nowe kadry i detale, które opowiedzą historię na swój niepowtarzalny sposób.Karolina i Chris znaleźli chwilę tylko dla siebie na krótką sesję wśród zieleni. Bez stresu – po prostu chwila oddechu w wirze wydarzeń. Karolina i Chris są parą architektów i oczywiście odbył się metaforyczny odbiór budowy.   

Prawdziwą atrakcją wieczoru był pokaz dawnego tańca w wykonaniu grupy, do której należy Karolina. Było to przedstawienie pełne humoru i pozytywnej energii. Niektórzy odważyli się nawet dołączyć do zabawy. 

Karolino i Chrisie, dziękuję za możliwość uwiecznienia Waszego dnia. Było pięknie, inspirująco i pełne emocji – dokładnie tak, jak powinien wyglądać idealny ślub!


Dominika i Karol - reportaż ślubny Jawor

Dominika i Karol – reportaż pełen emocji i zachodzącego słońca

Każdy ślub to inna historia – pełna wzruszeń, radości i przede wszystkim miłości. Każdy z nas te emocje przeżywa na swój sposób i to jest piękne.  Dziś chcę Was zaprosić do  dnia Dominiki i Karola, którzy powiedzieli sobie „tak” w historycznym miejscu w ratuszu w Jaworze. Ich dzień to dowód na to, że piękno kryje się w ludziach,  tych najbliższych.

 Ślub cywilny w Urzędzie Stanu Cywilnego w Jaworze

Ratusz w Jaworze okazał się idealnym miejscem – jego zabytkowy klimat dodał ceremonii wyjątkowego charakteru. Były wzruszające słowa przysięgi, uśmiechy i spojrzenia pełne miłości. Fotografując ich w tej chwili, czułem, jak emocje wręcz wibrują w powietrzu.

Wesele pełne tańca i uśmiechów

Po oficjalnej części wszyscy goście ruszyli na wesele – oczywiście również w Jaworze. Jeśli myślicie, że to było zwyczajne przyjęcie, to nic bardziej mylnego! Dominika i Karol zadbali, żeby wszyscy bawili się na maksymalnych obrotach i to do białego rana.

Parkiet nie stygł dzięki  muzyce, jak i energii gości. Pary młode często pytają mnie, jak najlepiej uchwycić emocje na zdjęciach weselnych. Odpowiedź jest prosta: dajcie się ponieść! Nie ma nic piękniejszego niż naturalne uśmiechy i spontaniczne momenty.

Plener o zachodzie słońca – magia ludzi, nie miejsca

Na sesję plenerową wybraliśmy miejsce, które na pierwszy rzut oka nie wydawało się szczególnie fotogeniczne. Ot, krzaki nad rzeką. Ale to właśnie tutaj, w świetle zachodzącego słońca, Dominika i Karol stworzyli coś wyjątkowego.

Nie chodzi o to, żeby zawsze szukać „idealnego” tła. Najważniejsze są emocje i więź między ludźmi – to wszystko stworzyło klimat tej sesji.

Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądał ich dzień w całości, zapraszam do obejrzenia całego reportażu w galerii poniżej. Może to Was zainspiruje do stworzenia własnej, niezapomnianej historii?


Plenerowy ślub i wesele Pod Lipami Mojesz 17

Słońce wznosiło się nad horyzontem, malując złotym blaskiem każdy liść drzewa…. Dobra nie będę snuł baśni niestworzonych!  Dziś mam dla was fotoopowieść o ślubie Kasi i Tomka. Wyobraźcie sobie słoneczny dzień, taki, o którym marzy każda panna młoda. Miejsce – Pod Lipami Możesz 17, oj co to za miejsce! A takie ładne i takie malownicze i że atmosfera wspaniała, taka, że tylko brać ślub. Tutaj właśnie będzie się działo wszystko co najpiękniejsze.

Kasia i Tomek w promieniach słońca wymienili się obrączkami, zrobiło się naprawdę wzruszająco(na chwilę), kilka łez szczęścia popłynęło w akompaniamencie dźwięku skrzypiec. Oklaski były ale takie głośniejsze niż zwykle 🙂 nieskrywana radość wszystkich gości i samych małżonków naturalnie.

Impreza rozkręca się błyskawicznie, na parkiecie panuje prawdziwe szaleństwo bez ograniczeń wiekowych. Choreografia gości zasługuje na wysokie noty w „Tańcu z Gwiazdami” cieżko byłby wytypować zwycięzcę wieczoru. Ach, tyle tych kombinacji, obrotów, wychyleń, przytuleń i solóweczek!

Krótka sesja plenerowa, te parę minut uwielbia „kraść” parze młodej na zrobienie kilku fotografii tak tylko we dwoje. Grzechem byłoby nie wykorzystać tak pięknego miejsca i tak pięknego światła.

Podsumowując, ten dzień był pełen emocji, ale przede wszystkim radości. Kasia i Tomek udowodnili, że ślub to nie tylko romantyczne wydarzenie, ale też świetna zabawa. A kiedy patrzysz na ich zdjęcia, aż chce ci się uśmiechać. Bo tak właśnie powinno być na ślubie – pełen chill i pozytywna energia!

 

 


Sandra i Jovan | Ślub plenerowy w Jeleniej Górze i miłość ponad granicami |

Jest takie powiedzenie, że miłość nie zna granic. Gdybyście poznali Sandrę i Jovana, zrozumielibyście, jak bardzo jest prawdziwe. Ona – Polka, on – Niemiec, ich związkowi nie przeszkodziło ani różne pochodzenie, ani nawet pandemia. Ten ślub w pałacu Jelenia Góra będę wspominał jako pełen emocji, wzruszeń, miłości, śmiechu, zachwytu, ale też luzu. Pozwólcie, że Wam opowiem.

 

Nic, co ludzkie nie jest mi obce, czyli jak wygląda ślub humanistyczny okiem fotografa?

Pracując jako fotograf ślubny, widziałem i słyszałem już bardzo wiele par przysięgających sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Jednak moment, w którym to Sandra i Jovan patrzyli sobie w oczy, składając przysięgę na resztę życia – poruszył mnie chyba najbardziej. Przede wszystkim dlatego, że przysięgę napisali sami, a jej słowa odzwierciadlały ich relację. Cieszę się, że mogłem uchwycić ten moment w kadrze, bo takich wzruszeń nie przeżywa się na co dzień. Patrząc na tych dwoje, trudno nie mieć wrażenia, że są bardzo silni, a ich uczucie przetrwa wszystko.

Ślub w plenerze Jelenia Góra zorganizowali w nietuzinkowy sposób. Wybrali piękny pałac, położony w urokliwym miejscu, a ceremonia odbyła się w duchu humanistycznym. Nie przeszkodziły w tym ani pandemia, ani granice państw. Ściągnęli rodziny, przyjaciół i w kameralnym gronie najbliższych przeżyli najpiękniejszy dzień swojego życia. Jesteście ciekawi, jak to było możliwe?

 

Ślub w czasie pandemii – idealne rozwiązania na kameralną uroczystość

Nie udało się od razu… Ślub pierwotnie był zaplanowany na 2020 r. jednak trzeba było przełożyć ze względu na szalejącą na świecie pandemię. W dodatku sporo gości pochodzi z Niemiec, a przeprawa przez granice tylu osób naraz była bardzo trudna. Sandra i Jovan musieli więc poczekać, ale doczekali się. Ich propozycję na ślub w plenerze, Jelenia Góra przyjęła z otwartymi ramionami i w pięknym okolicznościach przyrody mogli wreszcie powiedzieć sobie „tak”. Dla mnie to piękny symbol, jak wiele przeciwności losu jesteśmy w stanie znieść w imię tego, co dla nas ważne.

 

Marzy się Wam Ślub w pałacu? Jelenia Góra – tutaj znajdziecie odpowiednie miejsce

Nie wspomniałem jeszcze o wnętrzu, jakie młodzi wybrali na wesele, a to nie byle jakie miejsce. Postanowili bowiem zorganizować ślub w pałacu. Jelenia Góra skrywa całkiem sporo takich zabytków, więc jeśli i Wam marzy się uroczystość w takim stylu, na pewno znajdziecie w okolicy wymarzoną salę. Nie myślcie jednak, że pałacowe wnętrza i historyczna podniosłość zdominowała to wesele. Wprost przeciwnie – Sandra i Jovan są bardzo pozytywnymi i uśmiechniętymi osobami. Taka też była ta impreza.

 

Wyjątkowa sesja plenerowa w Jeleniej Górze

Nie mogłem nie wykorzystać okazji, że spotykaliśmy się w tak klimatycznym miejscu, dlatego jeszcze w trakcie wesela, tuż przed zachodem słońca, wyrwałem młodych na sesję plenerową. Zrobiliśmy zdjęcia odzwierciedlające to, jaką Sandra i Jovan są parą: jednocześnie piękne, majestatyczne i pełne spontanicznego uśmiechu, romantyczne, a z drugiej z dużą dawką humoru i przymrużeniem oka. Nie próbowałem nawet sztucznie wpasowywać ich w jakąś wymyśloną kompozycję. Chciałem złapać w kadr to, jacy są, żeby patrząc na swoje zdjęcia ślubne, widzieli siebie, a nie nieznaną parę z magazynu dla nowożeńców. Cieszę się, że mi się to udało. I Was zapraszam na takie sesje!

FOTOGRAF W JELENIEJ GÓRZE Fotograf Jelenia Góra Fotograf Jelenia Góra fotograf w Jeleniej Górze


Privacy Preference Center